OKIEM SUBIEKTYWNYM…

Informacja od zawsze była najcenniejszym towarem. Jej posiadanie pozwalało wygrywać wojny, stawiać warunki, a jej posiadacz mógł władać umysłami innych. Dziś wykorzystuje się ją w potyczkach korporacyjnych, jest najbardziej kosztownym towarem, który podlega wymianie handlowej.

 

Gdy wychodziłem z posiedzenia sesji rady miasta Kobyłka, miałem nieodparte wrażenie, że o powyższych zasadach burmistrzowie albo zapomnieli, albo wręcz odwrotnie: doskonale znają jej cenę. Ale czy to powód, żeby zapominać o mieszkańcach?
O informowaniu swoich własnych wyborców w sprawach, które dla miasta są strategiczne? Taką informacją jest na pewno postęp inwestycji kolejowej, ale nie tylko. Gdy jedna
z radnych z Komitetu Wyborczego Roberta Roguskiego wystąpiła w dość emocjonalny sposób, przytaczając przykłady pominięcia mieszkańców przy wielu ustaleniach, zdziwiona wydała się być nawet przewodnicząca Ewa Jaźwińska, która zwróciła się do burmistrzów jasno i konkretnie: panowie, nie oddzielajcie władzy wykonawczej od uchwałodawczej. Nie trzymajcie wniosków dla siebie, poinformujcie chociaż radę miasta. Zabrzmiało to trochę jak krzyk wołającego na pustyni o szklankę wody. Ale napawa też trochę nadzieją – być może radni rządzącej większości widzą niedoskonałości swojego burmistrza w zakresie dzielenia się wiadomościami. A może nawet chcą to zmienić… No ale czy wypada wystąpić przeciwko szefowi? Pani Jaźwińska podjęła ryzyko i chyba się opłacało, przynajmniej w mojej ocenie, bo ktoś w końcu zawalczył o mieszkańca, który – powiedzmy sobie szczerze – nie jest zbyt zorientowany w sprawie modernizacji kolei.

Następnym przykładem niedostatecznego informowania może być głosowanie nad zmianami w studium zagospodarowania przestrzennego. Na tej samej sesji głosowano nad uwagami mieszkańców do proponowanych zmian. Logicznym wydaje się procedowanie każdej ze zmian osobno, a tymczasem radni musieli zagłosować nad przyjęciem lub odrzuceniem wszystkich czterech zmian jednocześnie. A dlaczego właśnie tak? – zapytał jeden z radnych. Ano ponieważ rok wcześniej zagłosował Pan za tym, żeby właśnie powyższe cztery zmiany procedować równocześnie. Wtedy jeszcze tych zmian Pan dokładnie nie znał, ale ktoś je znać musiał, przynajmniej w zamierzeniu. Poinformował Pana o tym? O fakcie wycinki kilku hektarów lasu chronionego pod usługi sportowo-rekreacyjne? Czy gdyby miał Pan tę wiedzę, jakby Pan zagłosował?

Informacja bywa niebezpieczna, niewygodna, wymagająca i krwiożercza. Tak, drodzy Państwo, albowiem wobec informacji nie można pozostać obojętnym. Tymczasem nasz burmistrz Roguski próbuje zasłaniać się niewiedzą lub niepamięcią, stojąc w obliczu tzw. informacji niewygodnej, jaką dla niego jest niewątpliwie protokół pokontrolny przedszkola nr 1 w Kobyłce. Zapytałem czy wiedział – nie wiedział. Ale mecenas Trzaska musiał wiedzieć, skoro sprawa została skierowana do organów ścigania. A jakich? „Nie powiem – to informacja tajna”. Jaka??? Taka sama sytuacja występuje w przypadku protokołu z wykonania modernizacji termoizolacyjnej Miejskiego Ośrodka Kultury. Coś jest na rzeczy, nikt do końca nie wie co, od mecenasa wiemy, że są już tajne służby, zaczynają się spekulacje. A wystarczyłoby po prostu poinformować – rzetelnie i uczciwie.

Informacja to również wdzięczny materiał do manipulacji. Od razu zaznaczam i podkreślam: nikomu nie zarzucam. Posłużę się tylko wypowiedziami z tej samej sesji w odpowiedzi na pytanie o tytuł Kobyłczanin. Czyj on właściwie jest? I tu się zaczęły ciekawe historie…

Kilka tygodni temu w gazetach lokalnych pojawiło się ogłoszenie urzędu miasta, mówiące o prawomocnym postanowieniu sądu, który przywrócił tytuł prawowitemu właścicielowi, czyli miastu Kobyłka. Burmistrz często wspominał o wyroku. Po pierwsze: nie było wyroku, było postanowienie, a to
w języku prawa stanowi dość istotną różnicę. Ale słowo „wyrok” brzmi przecież lepiej, więc co tam… Używajmy go do woli.
Po drugie: właścicielem tytułu prasowego może zostać każdy, kto zarejestruje tytuł
w Sądzie Okręgowym. Zrobił to Paweł Majkowski, na pewno nie Urząd Miasta Kobyłka. Tu jako chwilowy przerywnik żartobliwo – groteskowy przytaczam pismo, w którym dziękują nasi urzędnicy Pawłowi za przypomnienie i otwarcie mówią, że faktycznie, tytuł zarejestrowany przez nich nie był i nie jest. Zgroza… Spodziewaliśmy się reakcji burmistrza na Kobyłczanina, bo przecież komu na stanowisku pasuje opozycja? Szczególnie, że ten nigdy nie krył co zamierza
z nami zrobić. Ale gdy przychodzi postanowienie sądu apelacyjnego, który kieruje sprawę do ponownego rozpatrzenia, zaczynają się dziać cuda informacyjne. Do wszystkich lokalnych gazet trafia ogłoszenie, w którym pojawia się informacja, że zapadł jakiś wyrok, który przekazuje Kobyłczanina w ręce prawowitego właściciela, jakim jest gmina Kobyłka. Pozostawiam to bez komentarza. Dodam tylko dwie rzeczy: ogłoszenia kosztowały miasto łącznie ok. kilku tysięcy naszych polskich złotych. W dniu wczorajszym tj. 6 lutego sąd zawiesił postępowanie na kolejny, bliżej nieokreślony czas. Koniec.

A burmistrz narzeka na kulturę zgromadzonych na sesji mieszkańców. Nie podoba mu się, że łamiemy zasady, śmiemy się odezwać. Jak to dobrze, że to pani Jaźwińska przewodniczyła obradom. Bo gdyby to był burmistrz – …

 

Hubert Gniadowicz

{jcomments on}

Updated: Marzec 22, 2017 — 9:49 am

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

KOBYŁCZANIN Frontier Theme