NADEJDZIE TEN DZIEŃ

Szanowni Państwo,

 

W Kobyłce mieszkam od urodzenia, tu chodziłem do szkoły podstawowej, tu mieszka moja najbliższa rodzina, stąd odjeżdża pociąg, którym jeżdżę co rano do pracy. Tu sprowadzili się moi dziadkowie na przełomie lat 60 ubiegłego wieku. Mieszkaliśmy na ulicy Elizy Orzeszkowej, w tamtych czasach (nie tak odległych), znało się wszystkich sąsiadów, nawet teraz mógłbym wymieniać po kolei nazwiska ludzi mieszkających wzdłuż ulicy, przy której do dziś stoi Szkoła Podstawowa nr 2. Dziadek- Jerzy Danaj był między innymi szefem kuchni, w nieistniejącej już jedynej kobyłkowskiej restauracji Kaprys (któż by nie pamiętał podświetlanego parkietu?), babcia, Zofia pracowała jako księgowa w Radwarze. Moi rodzice prowadzą do dziś swoje działalności na terenie Kobyłki. Po ślubie nie wyobrażałem sobie wyprowadzki z mojej małej ojczyzny. Żona mimo początkowych oporów także pokochała to miejsce.

 

Przez te ostatnie lata Polska zmieniła się diametralnie, Kobyłka także nie uciekła spod toczącego się walca historii. Gdy wspominam dzielnicę Stefanówkę mojego dzieciństwa to nieodzownie kojarzę dwa miejsca, które ogniskowały mieszkańców- szkoła, następnie nowo ustanowiona parafia- św. Kazimierza Królewicza. Dla wielu z nas ważne były takie miejsca jak Polanka, ale także sklep, tzw. u Kąckich, gdzie na długiej przerwie biegło się na oranżadę i drożdżówkę lub kiszonego ogórka. Kobyłka przypomniała bardziej wieś, niż miasto. Przez ostatnie lata przybyło tysiące mieszkańców, setki domów, dziesiątki ulic. Podczas rowerowych wycieczek z dziećmi sam czasami jestem pod wrażeniem zdolności osiedleńczych mieszkańców Kobyłki. Zastanawiam się, że mimo upływu lat, mimo kolejnych budżetów, nie udaje się zaoferować mieszkańcom żadnej nowej formy spędzania wolnego czasu? Czasami zadaję sobie pytanie- gdzie jest ogród, którym władze reklamują Kobyłkę-„Zielony ogród z Perłą Baroku” ? Dlaczego nie stać nas na choćby jeden teren zieleni miejskiej z prawdziwego zdarzenia? W czasach gdy byłem w wieku swoich dzieci, atrakcją był kawałek leśnej polanki, na której można byłoby pokopać piłkę lub leśne mokradło, gdzie łapaliśmy traszki. W XXI wieku nie można mamić ludzi tylko hasłami i pięknymi słowami. Co roku
z samych PIT-ów trafia do miejskiej kasy kilkanaście-kilkadziesiąt milionów złotych, z podatków od gruntów kolejne miliony. Czy miasta nie stać na prawdziwy park czy odcinek ścieżki rowerowej? Jak zachować ten małomiasteczkowy charakter, jednocześnie poprawiając komfort życia mieszkańców, czerpać z nowoczesnych technologii i rozwiązań?

Dzisiaj, bardziej niż kiedykolwiek marzę o Kobyłce, otwartej i przyjaznej dla mieszkańców, mieście, które pamięta o wszystkich mieszkańcach, niezależnie od wieku, zamożności i poglądów. Małej ojczyźnie, w której głos jej mieszkańców jest brany pod uwagę, miejscu, które wykorzystuje efektywnie ich potencjał. Kobyłce z gospodarzem, które bierze za nią odpowiedzialność. Kobyłce, która nie jest jedynie sypialnią dla Warszawy, miejscem, z którym wiąże nas tylko adres. Marzę o mieście, na którego tylko wspomnienie mieszkańcy reagować będą reagować uśmiechem i dumą. Marzę o mieście, które będzie profesjonalnie zarządzane, mieście które przyciągać będzie inwestorów i mieszkańców nie tylko relatywnie tanim metrem kwadratowym w nowej zabudowie. Mieście, które młodym mieszkańcom zaoferuje inną formę spędzania wolnego czasu jak tylko stanie z puszką piwa. Mieście wybudzonym
z apatii i marazmu.

Kiedy doczekamy się takiego miasta? Nad bramą paryskiego Hotelu Lambert, gdzie mieściło się niegdyś centrum polskiego życia politycznego i umysłowego widniało zawołanie rodowe Czartoryskich: Ce jour viendra, czyli „Nadejdzie ten dzień”. Dla Kobyłki także nadejdzie ten dzień, być może już wkrótce…

{jcomments on}

Updated: Marzec 22, 2017 — 9:49 am

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

KOBYŁCZANIN Frontier Theme