Najlepsza drużyna na świecie

Wraz z początkiem lat 90-tych ubiegłego stulecia, kiedy swoim normalnym życiem tętniła nasza ulubiona polanka, powstał pomysł, aby włączyć się w rozgrywki amatorskich lig szóstkowych. Początkowo kilku z nas zasiliło szeregi drużyny o nazwie Victoria, która borykała się z kłopotami kadrowymi. Zespół ten występował wówczas w trzeciej lidze amatorskich szóstek piłkarskich w Warszawie. Mecze w tych rozgrywkach odbywały się na wyznaczonych boiskach na Warszawskim Kamionku jak również przy ulicy Felińskiego. Niestety wyniki osiągaliśmy mówiąc najdelikatniej nie najlepsze. Permanentne zmiany w składzie, a co za tym idzie brak zrozumiałych zachowań boiskowych utrudniały grę opartą na sprawdzonych i wytrenowanych schematach. Brak zgrania drużyny połączony z nieograniem w ligowych zmaganiach  dał na tamtym etapie miejsce w końcowej części tabeli. Do nowego sezonu przystępowaliśmy jeszcze w mniejszym gronie, ale postanowiliśmy, iż zagramy na „dwa fronty” tzn. w trzeciej lidze warszawskich szóstek i w nowo powstałej lidze zielonkowskiej gdzie prezesem był Piotr Wyszyński.

{gallery}nasz/2/suf{/gallery}

 

W Zielonce mecze odbywały się na boiskach przy ulicy Powstańców, a w późniejszych sezonach na ulicy Dziennikarskiej. Murawy tych boisk pozostawiały wiele do życzenia. I tak boisko szkolne przy ulicy Powstańców miało gliniasto-żwirową nawierzchnię. Jak popadał deszcz to było potężne błoto i kałuże natomiast po dłuższym okresie bez opadów niesamowicie twarde. Obiekt przy ulicy Dziennikarskiej natomiast przypominał zorane pole i grając na nim mecze przypominały rozgrywki piłki nożnej plażowej. Mimo tych opisanych problemów boiskowych graliśmy z wielkim zaangażowaniem. Doświadczenie zdobyte na warszawskich boiskach zaprocentowało. I tak zajęliśmy w tych rozgrywkach miejsce w górnej części tabeli. Niestety większość z nas nie dograła sezonu w warszawskiej lidze szóstkowej, gdyż brak czasu i sił (trzeba było grać dwa mecze w każdą niedzielę), spowodował konieczność wyboru miejsca uczestnictwa. Zostaliśmy w Zielonce. Przerwa między sezonami okazała się dla Victorii prawie zabójcza, gdyż zawodnicy spoza Kobyłki odeszli do innych zespołów albo zrezygnowali z gry w zielonkowskich szóstkach. Zostaliśmy w kilku to jest: Janek Lutomski, Darek Sikora, Krzysiek Jackiewicz, Janek Kuczewski, Robert Pełszyk, Marek Gawrych, Michał Skibski i ja. Tuż przed rozpoczęciem sezonu uzupełniliśmy nasz skład doraźnie o kilku byłych zawodników kobyłkowskiego Wichru. Współtwórcami historii tej drużyny stali się również: Krzysztof Zasłonka, Stanisław Siuchta, Grzegorz Górniak i Zenon Lechowicz. Jesienne zmagania w zielonkowskiej lidze okazały się nadzwyczaj katastrofalne. Ostatnie miejsce w lidze spowodowane graniem wielu spotkań przysłowiową „gołą” szóstką bez możliwości wykonania zmiany. W związku z tym, kilka meczy dogrywaliśmy w niepełnym składzie ze względu na zaistniałe kontuzje w trakcie rozgrywania danych zawodów. Opisany przebieg zdarzeń, spowodował osiągnięcie wyników poniżej naszych oczekiwań. Przerwa zimowa w tamtym czasie zaowocowała twórczymi „zgryzotami” i koniecznością powzięcia radykalnych decyzji w sprawie przygotowań do nowej rundy. Wynajęta mała sala gimnastyczna w szkole na Stefanówce (graliśmy dwa razy w tygodniu całą zimę), jak również uzupełnienie składu o Piotrka Stańczuka, Piotrka Kalisiaka, Łukasza Szemraja, Jacka Gańko, Wojtka Gębczyńskiego i Tomka Gębczyńskiego dało nadspodziewane efekty. I tak nasza drużyna przez całą wiosenną rundę przegrała jeden mecz, a w ostatnim meczu sezonu graliśmy jak równy z równym z jedną z drużyn pretendujących do tytułu mistrzowskiego w tej lidze. Dzięki zaangażowaniu wielu sił każdego z nas w kolejne mecze zajęliśmy miejsce w środkowej części tabeli i uratowaliśmy ligowy byt. W tym miejscu należy wspomnieć, iż większość drużyn występujących w tamtym czasie w zielonkowskiej lidze miała swoich sponsorów – my swoje przygotowania jak również udział w rozgrywkach opłacaliśmy z własnych składek.

Po doświadczeniach związanych z kłopotami kadrowymi z zeszłego sezonu musieliśmy uzupełnić skład w okresie letnim. W tym czasie doszli do nas: Paweł Kalisiak, Bartek Jabłoński, Mateusz Kalisiak i Norbert Kucharczyk. Przed sezonem zakupiliśmy nowe stroje biało-czerwone koszulki oraz czerwone spodenki i getry. Postanowiliśmy także o przejściu drużyny do nowo powstałej wołomińskiej ligi szóstek piłkarskich, ze względu na lepszą murawę boiska jak i wyższy poziom rozgrywek. Tutaj nie zapadaliśmy się w piachu po kostki jak na ulicy Dziennikarskiej w Zielonce. W niektórych drużynach grało po kilku zawodników, którzy jeszcze wówczas czynnie grali lub niedawno zakończyli swoje zmagania w ligowych rozgrywkach na różnych poziomach.

Wielu z wyżej wymienionych kolegów miało przed sobą w tym czasie przygotowania do złożenia swojego egzaminu dojrzałości. W związku
z tym gra w Victorii u niektórych zawodników musiała odejść na dalszy plan ze zrozumiałych przyczyn. Dla pozostałych był to czas intensywnych treningów w postaci codziennych gier na „Polance”. Tych pozostałych znowu nie było za dużo. Kłopoty kadrowe wymuszone kontuzjami
i zakończeniem uczestnictwa z przyczyn rodzinnych przez niektórych kolegów, wymusiły na nas decyzję o połączeniu drużyny Victorii Kobyłka
z zawodnikami Detektywa i tak oto powstał zespół występujący pod nazwą jednej z zielonkowskich firm. Victoria Kobyłka na chwilę przestała istnieć. Atmosfera i niepowtarzalny klimat stworzony przez lata wspólnych występów na boisku pozostał. Początek nowego sezonu zaowocował pasmem sukcesów. Nowa drużyna grała na bardzo przyzwoitym poziomie. Po jesiennych rozgrywkach zajmowaliśmy jedno z czołowych miejsc w wołomińskiej lidze. Na koniec tamtego sezonu pozostała radość z miejsca w środkowej części tabeli. Trzeba powiedzieć, że tęskniliśmy za naszą Victorią. Po rozmowach z wieloma kolegami postanowiliśmy reaktywować Naszą drużynę. Uzupełnień w składzie dokonano z chłopaków grających na co dzień na Polance. I tak w składzie Victorii zagrali: Piotr Radomski, Dariusz Radko, Wojciech Wojciechowski, Mirosław Białek, Tomasz Kalisiak, Andrzej Polak, Piotr Polak, Radosław Gawrych, Mariusz Kot i Daniel Rosa. Naszym bramkarzem w tamtym czasie był Zbigniew Kalisiak. Zakupiliśmy nowe stroje: biało-czarne koszulki oraz czerwone spodenki i getry. W kobyłkowskiej hafciarni u Piotrka Kalisiaka powstał projekt symbolu Victorii Kobyłka naniesionego na wszystkie koszulki w drużynie. Autorami tegoż symbolu byli Piotrek i Zbyszek Kalisiakowie, Janek Lutomski i ja. Oczywiście cała nasza drużynowa paczka zaakceptowała przygotowaną propozycję.

I tak w Wołomińskiej lidze szóstek piłkarskich rozegraliśmy jeszcze dwa sezony zajmując miejsca w środkowej części tabeli. Grając jeszcze
w Zielonce powstał „Nasz Hymn”. Mianowicie po każdym wygranym meczu śpiewaliśmy na środku boiska tworząc krąg trzymając się za barki rękoma – „Victoria to jest potęga, Victoria najlepsza jest, Victorię trzeba szanować Ona z Kobyłki jest.” Mieliśmy także swoją flagę w kolorze biało-czerwono-czarnym z którą to jeździliśmy na rozgrywane przez nas mecze. Ostatni mecz jako „szóstkowa” drużyna pod nazwą Victoria Kobyłka rozegraliśmy drugiego lipca 2000 roku, na zakończenie rozgrywek wołomińskiej ligi szóstek piłkarskich w sezonie 1999/2000, zajmując 6-te miejsce. Dzisiaj rozmawiając z Jankiem Lutomskim, Krzyśkiem Zasłonką, Pawłem Kalisiakiem, Bartkiem Jabłońskim, Markiem Gawrychem
i Piotrkiem Stańczukiem o tym co skłoniło Ich do gry w drużynie Victorii jednoznacznie odpowiadają, że to miłe towarzystwo, niepowtarzalna atmosfera i przede wszystkim wspaniali ludzie. Moi wymienieni powyżej rozmówcy biorąc głębszy oddech, wracają do tamtych czasów z „łezką w oku”, mówiąc, że to była wspaniała, niepowtarzalna i najlepsza w świecie drużyna na boisku
i poza nim, krótko mówiąc rodzina. Bycie w rodzinie victoriańskiej zobowiązuje do wzajemnego szacunku. A możliwość gry w Victorii określają jako niepowtarzalną, cudowną przygodę. Z perspektywy czasu który upłynął, gra w tamtej drużynie dała im wielką radość, satysfakcję, siłę ducha i charakteru oraz nauczyła współodpowiedzialności i pracy w zespole na rzecz wspólnego dobra. Każdy mecz miał swój niepowtarzalny przebieg i był wielkim świętem. Wielu z nas mówi również, iż fizycznie nie ma Victorii, to jednak w naszych sercach Ona zawsze jest i pozostanie. Bez telefonów komórkowych, rozpowszechnionego dostępu do internetu jak również sponsorów, potrafiliśmy się zorganizować i utrzymać wspólnie drużynę przez wiele lat. Był to swego rodzaju fenomen. W zgodnej opinii stwierdzamy, że ta drużyna ubogaciła kobyłkowski krajobraz życia społecznego, a w miejscach swoich wystąpień uczciwie zapisała karty historii. Piotrek Stańczuk wracając do momentu utworzenia UKS Victoria Kobyłka mówi o przypadkowej zbieżności nazw drużyn. Jednak Bartek Jabłoński odpowiada, iż kiedy dowiedział się, że powstał dziecięcy zespół UKS Victoria Kobyłka z wielką dumą zapisał jednego ze swoich synów do tej drużyny, wskazując na powstały dzięki temu pomost między pokoleniami i swoistą więź. Opisane wydarzenia są niewielkim wycinkiem historii wielu ludzi, których połączyła wspólna pasja. Z tego miejsca chciałbym gorąco podziękować w imieniu swoim jak i pozostałych reprezentantów Naszej drużyny, wszystkim sympatykom i zagorzałym kibicom Victorii, którzy przez lata wspierali nas swoim dopingiem i życzliwością.

Ze sportowym pozdrowieniem Marcin Sufczyński

 {jcomments on}

Updated: Luty 18, 2014 — 2:45 pm

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

KOBYŁCZANIN Frontier Theme